Jak Niemiec płacił mandat – odcinek 15

Cała droga przez Macedonię upływała nam w rytmie autostradowych bramek i dość licznych patroli policji, która a każdym razem zatrzymywała nas do rutynowej kontroli. Pierwsze spotkanie z mundurowymi przyprawiło mnie o szybsze bicie serca i to bynajmniej nie z powodu szczególnej urody pana policjanta. Byłam pewna, że za chwilę znowu uszczuplimy nasz wyjazdowy budżet. Niewiele wiedziałam w tamtym czasie o Macedonii i Macedończykach, o ich mentalności, o zwyczajach w takich codziennych zwykłych sprawach. Z góry zakładałam jednak, że nie są podobni do naszych wschodnich sąsiadów i numer sprzed kilku lat zastosowany na Ukrainie, tym razem może być- delikatnie mówiąc – nie na miejscu. Kiedy po raz pierwszy wybraliśmy się na Ukrainę, podobnie jak teraz przed wyjazdem zostaliśmy nakarmieni tysiącem opowieści o tym, jak tam jest niebezpiecznie, jacy ludzie nieuczciwi, policja skorumpowana, a każdym rogiem kryje się zło i na pewno nas wilki w lesie zjedzą. Oczywiście tym bardziej zapragnęliśmy pojechać. Drogi na Ukrainie w owym czasie pozostawiały wiele do życzenia, choć- jak przyjdzie nam się przekonać- były w doskonałym stanie porównując je z innymi krajami. Jechaliśmy powoli asfaltową szosą, na której nie sposób było odczytać poziome znaki. Wszystkie linie były wytarte, zamazane lub pofalowane wraz z nawierzchnią, która od dawna wymagała remontu. Przed nami powoli sunął jakiś bus, a tempo narzucała wielka ciężarówka jadąca na czele tego sznureczka. Droga była pełna zakrętów, a widoczność mimo pięknej pogody mniej więcej taka jak w dżdżysty listopadowy dzień około 16:00 w okolicach Suwałk. Szyby samochodu mieliśmy tak niemiłosiernie zabrudzone, że każdy promień słońca tylko potęgował efekt lustra. Pasowaliśmy idealnie do otoczenia, nie wyróżniając się wśród innych zmotoryzowanych. Jadący przed nami bus  całą pewnością był o miliony złotników droższy, czysty jak po wizycie w salonie samochodowego SPA i jadący przepisowo jakby go prowadził Niemiec. Porządek, czystość i przestrzeganie przepisów. Linie oddzielająca pasy ruchu wyraźnie zmieniła się z podejrzanej o bycie ciągłą na ewidentnie przerywaną. Wychylając nieco nasz samochód na przeciwną nitkę jezdni upewniliśmy się, że przed nami długa prosta i to  górki, a więc widoczność miód- malina!  Energicznie wysunęliśmy do przodu wyprzedzając TIRa, a busik wziął z nas przykład. Po paru sekundach układ na drodze zmienił się- kolumnę prowadziliśmy my, w drugim rzędzie bus, za nim ciężarówka, a na końcu ci frajerzy, którzy się bali wyprzedać. Phi! Doprawy niepojęte, że wolą wlec się za tym dymiącym kolosem, zamiast skorzystać z kawałka prostej i dzida do przodu! Na poboczu ujrzałam niebieską Ładę, a przy niej smerfnie ubranych trzech panów. Bez zbędnych ceregieli zatrzymali nas i od razu także busa. Ukraińska milicja! Najgorszy sen każdego ukrainofoba! Nic tylko czekać, aż nas aresztują, zażądają grzywny, a może nawet okupu. Przemek od lat niezmiennie chwali się, że studiował rosyjską filologię. Co prawda tylko jeden rok i bez większych naukowych sukcesów, ale dwa semestry jakoś zaliczył, o zbóju Sołowieju poczytał, a więc znajomość języka można – w jego mniemaniu- uznać za biegłą. Jeden z milicjantów podchodzi do nas, a drugi do kierowcy busa. Szczupły mężczyzna w mundurze jak z minionej epoki spogląda na nasze tablice i zaczyna rozmowę po rosyjsku:

„zdrastwujcie! dokumenty iz mashiny, pozhaluysta!”

Nie kumam nic, domyślam się, że chce dokumenty. Przemek natomiast wyszczerza się w swoim uśmiechu, który doskonale znam jeszcze z czasu studiów. Tym mądro- przymilnym wyrazem twarzy i pewnością w głosie kupił nie jednego wykładowcę. Metoda sprawdzona na wielu osobach, tutaj wydaje się nie robić wrażenia. Przemek jednak nie poddaje się i uśmiechając się jeszcze piękniej i niewinniej odpowiada:

„zdrastwujcie! chto sluchilos’? Ya powozil za bystro? Kak krasiva Ukraina!”

Ok., nawet ja pojęłam, że kaleczy język i jednocześnie niby to od niechcenia zachwala piękno Ukrainy. Milicjant z kamienną twarzą przeglądając dokumenty poprosił go o wyjście z samochodu.

Za naszym autem stał nas towarzysz niedoli- czyściutki busik na niemieckich blachach. Radiowóz był całkowicie zasłonięty przez to spore auto, nie widziałam więc zupełnie nic co  się dzieje. Czas mijał, Przemek nie wracał. Nie byłam pewna czy mogę wysiąść z auta, czy to prawdziwa milicja, czy może złodzieje czyhający na naiwnych turystów „z zachodu”. Zaczynałam coraz bardziej się denerwować. W końcu bus odjechał odsłaniając przedziwny i niezrozumiały dla mnie obrazek. Przy starej milicyjnej Ładzie stało trzech uśmiechniętych funkcjonariuszy, którzy wręcz zaśmiewali się do rozpuku. Gdzieś pośrodku tej wesołej gromadki nonszalancko opierając łokieć o radiowóz stał mój chłopak, a jego twarz aż czerwona była od śmiechu. Wierzchem dłoni ocierał łzy wesołości. Zupełnie skonsternowana wysiadłam wreszcie z auta i spojrzałam na nich z niedowierzaniem. Przemek ruszył do mnie, milicjanci posłali mi szerokie uśmiechy, pomachali nam na dowidzenia i nim Przemek zdążył wsiąść do naszego auta, odjechali.

„Co to miało być?!” – w tonie mojego głosu i sposobie w jaki zadałam to pytanie dało się bez trudu wyczuć mieszaninę ulgi i wściekłości.

Przemek dosłownie wyjąc ze śmiechu ledwo opanował swój głos i z dużym wysiłkiem wybełkotał pomiędzy kolejnymi salwami radości:

„Wszystko spoko! Niemiec za nas zapłacił…”

Widząc moją minę, dosłownie opluł się ze śmiechu. Nie byłam pewna czy mnie to śmieszy czy martwi. Faktem jest, że milicja odjechała, nikt nas nie okradł ani nie porwał, bus też pojechał już dawno… Wszystko chyba w porządku…

„ok., uspokój się i powiedz o co chodzi!” wrzasnęłam

„No Ruda, co się denerwujesz!”

Przemek zaczął opowieść przyjmując dość specyficzną formę pytań i odpowiedzi.

„To była ciągła. A za wyprzedzanie na ciągłej należy się mandat, tak? No tak! I my i Niemiec jesteśmy be i trzeba zapłacić, ale najpierw trzeba to złoczyńcom wyjaśnić, tak? No tak! A Niemiec zna ukraiński albo rosyjski? A ukraiński milicjant zna niemiecki lub angielski? No nie zna! Ale za to twój genialny chłopak zna! Stoję tam i gadam z tym milicjantem, przychodzi ten drugi, który rozmawiał z Niemcem i się żali, że ni w ząb nie mogą się dogadać, że nie wytłumaczy mu za cholerę, bo tamten tylko niemiecki lub angielski. Wiesz kochanie, że jestem genialny prawda? Doceń mój jakże lotny umysł!”

„Do sedna! Mów, bo naprawdę nie wiem czy się cieszyć czy martwić! Co odwaliłeś?!” dotychczasowa opowieść nie zadziałała na mnie kojąco, więc stanowczo zaczęłam się domagać konkretów.

„Odwaliłeś? Ja nas od niesłusznego mandatu uchroniłem i jeszcze pobrałem reparacje wojenne! Powiedziałem temu milicjantowi- dawaj mi tu Niemca i mów ile ma być zapłacone za nas i za niego. Ja mu to przetłumaczę, Niemiec zapłaci całość, puszczacie nas i wszyscy zadowoleni. Chłopaki spojrzeli się po sobie i momentalnie podjęli temat. Wyjaśniłem Niemcowi jaki to jest zły i jak brzydko złamał prawo przekraczając tą rzekomo ciągłą na prostej drodze i przyspieszając z 30km/h do 50km/h w terenie niezabudowanym. I że niestety to kosztuje tyle a tyle. Niemiec poszedł do swojego lśniącego busa i przyniósł wyznaczoną kwotę. Milicjanci pouczyli go jeszcze i pojechał. „

Nie wierzyłam w to co słyszę! Opowieści o skorumpowanej milicji nie były wyssane z palca. Tym razem owszem uchroniło nam to tyłki, ale nie do końca podzielałam entuzjazm narzeczonego. Na szczęście kwota nie była zawrotna ani dla nas ani tym bardziej dla sąsiada zza zachodniej granicy. Natomiast dla miejscowych była jak wygrana na loterii. To była w hrywnach równowartość emerytury! Odjechaliśmy po kilku minutach. Paręset metrów dalej był jakiś sklepik, a pod nim stał zaparkowany radiowóz. Oparci o niego milicjanci w mundurach uśmiechając się do siebie szeroko raczyli się wysokoprocentowymi trunkami…

Zastanawiam się czy podobne klimaty czekają nas w Albanii. Póki co jesteśmy w Macedonii, gdzie z całą pewnością policja nie jest aż tak skorumpowana. Każdy z zatrzymujących nas patroli sprawdza nasze dokumenty i pyta dokąd jedziemy. Na każdej z twarzy spotkanych funkcjonariuszy maluje się niedowierzanie. Dopiero kiedy pada odpowiedź, że naszym kierunkiem jest Ochryd, uśmiechają się życząc szerokiej drogi i udanych wakacji. I wszyscy oni mówią bardzo zgrabną angielszczyzną…

Jedna myśl na temat “Jak Niemiec płacił mandat – odcinek 15

Dodaj komentarz