Kruja i Szkodra- odcinek 25

Budzę się dość wcześnie i mętnym wzrokiem ogarniam pokój. Moje spojrzenie zatrzymuje się na szarości za oknem. Niebo w kolorze popiołu wylewa z siebie strugi deszczu. Chyba padało przez całą noc. Nie mam ochoty na nic. Czuję się wyjątkowo źle. Jestem zmęczona, dziwnie przygnębiona, bolą mnie mięśnie. Może to przez pogodę, może przez podróż, a może bierze mnie jakieś przeziębienie. Przemek wstaje chwilę później i też nie pała entuzjazmem. Widzę po nim, że jest już bardzo zmęczony ciągłym uciekaniem przed deszczem, który nieodłącznie stanowi element tej podróży. Bałkany od kilku dni zmagają się z powodziami spowodowanymi ulewami. Ludzie tracą swoje domy, my mamy problem jedynie z komfortowym zwiedzaniem. Mimo to nie potrafimy zachować dystansu do otaczającej nas rzeczywistości i od słowa do słowa zaczynamy kłótnię. Ja nie chcę nigdzie iść, tymczasem Przemek upiera się by odwiedzić turecki bazar i zamek. Niby ma to sens, skoro jesteśmy w tym mieście, a mimo to złe samopoczucie całkowicie nade mną góruje.

– Idź sam, naprawdę mi się nie chce.- odpowiadam zmęczona

-Jasne! Najlepiej przejechać tysiące kilometrów i strzelić focha!

– Ale o co ci chodzi?! Źle się czuję i mi się nie chce! Musimy oglądać wszystko, o czym napisali w tych twoich przewodnikach?! Na siłę, choćby nie wiem co?!- zaczynam się naprawdę wściekać.

– Nie wiem Ruda co cię ugryzło! Ja wychodzę!

I poszedł. Wkurzona, zmęczona, smutna i wewnętrznie wyczerpana kładę się na kilka minut. Nienawidzę takich sytuacji. On uparty jak baran i ja próbująca na spokojnie przeforsować swoje zdanie. To się nigdy nie udaje, zawsze kończy się ostro.

Nie wiem ile czasu minęło, ale kiedy Przemek wraca jest już w znacznie lepszym nastroju. Oglądamy wspólnie zdjęcia z bazaru i muzeum. Bazar wygląda klimatycznie, natomiast muzeum… jak muzeum. Nie żałuję jakoś mocno, że nie poszłam. Mam wrażenie, że on też nie jest specjalnie zachwycony.

Pogoda nie tylko nie poprawia się, ale jest coraz gorzej. Podejmujemy szybką decyzję o ruszeniu w dalszą drogę. Rzucimy jeszcze okiem na Szkodrę i tam zdecydujemy  co dalej. Na pewno Czarnogóra, ale musimy ustalić gdzie śpimy dzisiaj i co w Czarnogórze zamierzamy odwiedzić.

 Do Szkodry docieramy w niecałe trzy godziny. Można szybciej, ale ulewne deszcze bardzo utrudniają jazdę. Parkujemy gdzieś w centrum i w przeciwdeszczowych kurtkach, z parasolami idziemy na krótki spacer. Deszcz zacina nieprzyjemnie, a zimny wiatr zmienia co chwilę kierunek, powodując, że lodowate krople wody atakują nas z każdej strony. Stajemy na placu przy Wielkim Meczecie. Kamienna posadzka lśni mokra. W pośpiechu mija nas kilka osób osłaniając się parasolami. Żelazne niebo wisi nisko, a  my marzniemy czując, jak szalejąca ulewa przemacza w ekspresowym tempie nasze ubrania. Szybkim krokiem idziemy rozejrzeć się trochę. Miasto jest zadbane, uporządkowane przynajmniej w tej centralnej części. Ładny deptak z ławeczkami jest całkiem opustoszały, ale widać że jest to miejsce które przy sprzyjającej aurze na pewno tętni życiem. Wypielęgnowane palmy, czyste szerokie ulice z każdym krokiem oddalającym nas od centrum powoli zamieniają się w typowo albański rodzaj estetyki. Pojawia się coraz więcej małych obskurnych budyneczków usytuowanych tuż pod niebezpiecznie wyglądającą plątaniną kabli. Handel odbywa się w każdym możliwym miejscu, np. buty sprzedawane są w niskim, ciemnym budynku, który bardziej nadawałby się na garaż niż na sklep. Mijamy jakiś mały straganik z jedzeniem, gdzie na kuchence stoi garnek, ale- z pewnością ze względu na deszcz- nie ma obok sprzedawcy. Szybkim krokiem obchodzimy kilka uliczek i wracamy do samochodu. Poddajemy się. Deszcz nas pokonał. Wiemy, że Szkodra to przede wszystkim Jezioro Szkoderskie, ale tam już nie dotrzemy. Może innym razem.

– Poszukaj czegoś na booking. Jedziemy do Czarnogóry. Mam dość tego deszczu!- odzywa się Przemek, gdy sadowimy się wygodnie w suchym wnętrzu samochodu, które teraz wydaje nam się szczytem przytulności i luksusu.

Najbliżej mamy do Ulcnji, które słynie z piaszczystych plaż. Ach, gdyby tak zatrzymać się w jakimś pięknym, cichym miejscu przy plaży i dać odpocząć zmysłom, ciału i emocjom… Przypominam sobie nasz pobyt w Grecji podczas podróży poślubnej. Przez zupełny przypadek trafiliśmy wtedy na parę starszych ludzi, którzy doskonale znali język polski i z przyjemnością zaopiekowali się nami. Obwieźli po okolicy, pomogli znaleźć cudowne miejsce na 3- dniowy odpoczynek. Mieliśmy piękny apartament z prywatną plażą w krystalicznie czystej zatoczce na Chalkidiki. Nawet nie pamiętam nazwy tej wioski, ale obydwojgu nam to miejsce utkwiło w pamięci jako mały raj na ziemi.

Znajduję na booking bardzo przyzwoity pokój za 7 Euro na dobę za dwie osoby. Niewiarygodnie niska cena skłania mnie do kliknięcia rezerwacji od razu. W razie czego nie będzie to wielka strata. Jedziemy więc do Czarnogóry szukać słońca, wytchnienia, odpoczynku…

Dodaj komentarz