Ochryd- odcinek 16

Zastanawiam się czy podobne klimaty czekają nas w Albanii. Póki co jesteśmy w Macedonii, gdzie z całą pewnością policja nie jest aż tak skorumpowana. Każdy z zatrzymujących nas patroli sprawdza nasze dokumenty i pyta dokąd jedziemy. Na każdej z twarzy spotkanych funkcjonariuszy maluje się niedowierzanie. Dopiero kiedy pada odpowiedź, że naszym kierunkiem jest Ochryd, uśmiechają się życząc szerokiej drogi i udanych wakacji. I wszyscy oni mówią bardzo zgrabną angielszczyzną… To spore zaskoczenie, bo dotychczas Macedonia kojarzyła mi się z nieprzeniknioną ciemnością, z gwieździstym niebem i długimi odludnymi odcinkami gładkich jak stół dróg. Jakoś tak mimo woli przypisywałam więc temu miejscu cechy kraju mniej cywilizowanego, kraju gdzie jedynym znanym ludności językiem jest ich własny ojczysty. Bardzo się myliłam.

Dzień znowu wita nas ostrym słońcem i delikatnym ciepłym podmuchem wiatru. Wjeżdżamy do miasta główną arterią, która kończy się tuż przy jeziorze. Duży parking, kilkanaście knajp, kilku przechodniów i błogi spokój. Nocna podróż po raz kolejny dała nam się we znaki. Skrajnie zmęczeni parkujemy w pierwszym lepszym miejscu i zasypiamy nim zdążymy zamienić choć słowo na temat dalszego planu dnia. Układając się na boku, podkładam pod głowę zwinięty polar. Jeszcze nagłe uczucie zapadania się i już jestem w krainie snu.

Wciągam nosem głęboko powietrze. Pachnie potem i zmęczeniem. Czuję jak pod powiekami toczy się walka snu z chęcią przebudzenia się. Tysiące małych szpileczek wbija się dosłownie w moje gałki oczne, a nozdrza chłoną tą dziwną mieszankę woni tak samo nieprzyjemnej jak i kojarzącej się nieodłącznie z podróżą. W końcu otwieram oczy, a ostre słońce boleśnie uderza w źrenice. Odzyskując w pełni świadomość, otwieram drzwi samochodu i wdycham głęboko zapach wodnej bryzy mocno już rozgrzany macedońskim wiosennym słońcem. Pachnie wodą, pachnie latem, pachnie tym rodzajem słońca, które świeci mocniej, bardziej, intensywniej… W tej mieszance aromatów brakuje jednak tak charakterystycznej woni morskiej soli. Podświadomie szukam tego zapachu wciągając powietrze raz za razem. Nie ma. Jest cała feeria aromatów tak charakterystycznych dla wakacji, tak oczywistych i oczekiwanych w miejscu, gdzie rosną palmy, a maj rozgrzewa dni do ponad 30 stopni Celsjusza, ale nie ma słonej morskiej bryzy.

Przemek powoli przeciąga się w swoim fotelu i w charakterystyczny dla siebie sposób nagle zrywa się jak oparzony, wyskakując z auta jednym zgrabnym susem.

„O jaaaa cie! Ale zajebiście!” woła stojąc obok samochodu z ogromnym uśmiechem na twarzy. Wysiadam leniwie i czuję jak moje kiszki tańczą domagając się jedzenia.

„No rzeczywiście fajnie. Musimy znaleźć kwaterę. Zostajemy tu przynajmniej 3 dni! Czas na lenistwo.” odpowiadam zadowolona i po szybkim rzucie okiem dookoła siebie decydujemy, w którą stronę się wybrać. Stare miasto- tam chcemy się zatrzymać. Z pewnością najdroższa część, ale właśnie tutaj, w Ochrydzie, chcemy odpocząć i nasycić się pięknem starówki, klimatem tego miasteczka.

Przemierzamy labirynt uliczek i w końcu dojeżdżamy do samego serca starego Ochrydu. Kamienne wąskie uliczki, kamienne domki z czerwonymi dachami i stare samochody- Renault, Zastava, a nawet mały poczciwy Fiat. Parkujemy na jakimś mini placyku towarzystwie tych zacnych klasyków i wyruszamy na poszukiwanie hotelu. Pierwsze odwiedzone miejsce zwala nas z nóg ceną. Spodziewaliśmy się, że w tej części miasta będzie drożej, ale nie aż tak!

„Ruda, trzeba złapać jakiegoś tubylca, jakiegoś dziadka czy babki starszej zapytać o kwatery prywatne. Oni na bank tutaj mają pokoje do wynajęcia. Dajmy spokój z hotelem.”

„Ok., a jak chcesz zagadać z tutejszym dziadkiem? Masz kieszonkowy tomik ‘Rozmówek macedońskich na każdą okazję’ czy może przy okazji rosyjskiego studiowałeś też macedoński? Myślisz, że się dogadamy z jakąś starą babką?”

Czuję jak rośnie we mnie irytacja, a dodatkowo dzieciak z brzucha dokazuje na całego. Jestem głodna, spocona, spragniona prysznica i solidnej porcji jedzenia. Nie mam najmniejszej ochoty na dogadywanie się rękoma i nogami. Właściwie jest mi wszystko jedno ile zapłacimy- chcę się umyć i zjeść! Idę nic nie mówiąc tuż za Przemkiem, który włączył swój tryb „jestem upartym baranem” i z którym w obecnym stanie nie ma sensu w ogóle podejmować jakiejkolwiek dyskusji. Po chwili mija nas starszy pan. Szczuplutki, siwiutki i bardzo pomarszczony.

„извините. мы ищем комнату„ nagle Przemek odzywa się trenując znowu swój rosyjski.

Mężczyzna zatrzymuje się i patrzy na nas nieco zaskoczony.

„Komnatu… wy panimaicie?” Przemek dopytuje się niepewnie.

„Da, panimaju… But could we speak English?” odpowiada starszy pan.

Na naszych twarzach maluje się niedowierzanie i jednocześnie wielkie uśmiechy.

„Yes of course! „ odpowiadam zgodnym chórem.

Przyglądam się uważniej naszemu rozmówcy. Jest na pewno starszy od mojego dziadka, na pewno ma więcej niż 80 lat. Jest przy tym tak rumiany i krzepki oraz tak biegły w angielskim, że mój podziw rośnie z każdym kolejnym wypowiedzianym przez niego słowem. Starszy pan podaje nam namiar na dobrą kwaterę i zadowoleni udajemy się tam niezwłocznie.

Drzwi otwiera nam kobieta około 50-tki. Dom jest dwupiętrowy- parter dla mieszkańców, a piętro dla turystów. Od progu pachnie świeżością i jakimś środkiem czyszczącym. Nasza gospodyni jest w trakcie sprzątania. Prowadzi nas z uśmiechem na górę i pokazuje nam bardzo przyzwoity pokój z balkonem, z którego widok roztacza się na jezioro ochrydzkie. Nie mogło być lepiej! Jeszcze standardowo szybka negocjacja ceny, ale już z góry obydwoje posyłamy sobie spojrzenia świadczące o tym, że bierzemy ten pokój. Kobieta jest w trackie sprzątania po poprzednich lokatorach, a ja czuję że umieram z głodu. Dobijamy więc targu, zaklepujemy pokój i idziemy wreszcie coś zjeść.

Restauracja wygląda kusząco. Usytuowana tuż nas samą wodą kusi cudownym widokiem i klimatem beztroski. Siadamy w wygodnych fotelach, zamawiamy i w ciszy czekamy na nasz posiłek. Cisza miedzy nami nie zdarza się często, jednak tym razem zmęczenie i zachwyt biorą górę, a każde z nas przez moment chce samo pooddychać Ochrydem. Spokojna tafla błękitnej wody i czerwone dachy otaczającej nas, położonej nieco na wzgórzu starówki malują przepiękny krajobraz. Po kilku minutach kelnerka przerywa nam przynosząc śniadanie. Smakuje doskonale!

5 myśli na temat “Ochryd- odcinek 16

  1. Bardzo malowiczo opisałaś wasz pobyt w tym miejscu. Nie miałam okazji zwiedzić tego kraju. Może kiedyś mi się uda.
    Widok na jezioro orchydzkie, oj tego mi trzeba, błogiego lenistwa.
    Wesołych świąt

Dodaj komentarz